I t. p., i t. p.!

Jeszcze jedna sprawa, zupełnie podrzędna, a jednak wielu dra-żniąca:

kwestja _dzielenia wyrazów_. Tutaj co do jedynego punktu spornego:

dzielenia grup spółgłoskowych, byliśmy za zupełnem zostawieniem swobody.

Skoro jednak tak wszyscy uczestnicy ankiety, jak i wszystkie głosy

publiczne, które się tem zajmowały, były za ścisłem ustaleniem, Komisja

językowa wystąpiła z projektem dzielenia według natury spółgłosek; por.

wyżej, str. 74, litera c). Natomiast Wydział filologiczny uznał jako

zasadę dzielenia wzgląd na to, czy od pewnej grupy spółgłosek może się czy

nie może zaczynać wyraz; por. wyżej str. 72, a) b). Gdy przyszło do

szczegółowego wykonania, okazało się, że według tej zasady niemożna nigdy

być pewnym, jak należy dzielić (chyba że się kto wyuczy 34 wyjątków!),

dlatego też prof. Łoś w »Pisowni polskiej ustalonej« (wydania 2. str.

26—8) obok reguły uchwalonej podał też wymienioną fonetyczną (według

natury spółgłosek). Ze system uchwalony był w praktyce niemożliwy, to

stwierdził też bezwzględnie najlepszy w Polsce znawca praktycznej

ortografji, dyrektor A. Passendorfer, pisząc w »Poradniku językowym«

(luty—marzec 1920, str. 30): »Jestem także pewny, że młodziuchny [tak go

słusznie nazywa, zob. niżej] »obowiązujący« system dzielenia wyrazów

ustąpi wkrótce miejsca drugiemu systemowi, opartemu na właściwościach

spółgłosek«. Mimo to, umieszczenie przez prof. Łosia, nie bez naszej rady,

tego systemu obok uchwalonego wywołało na posiedzeniach Komisji języka

polskiego i Wydziału filologicznego protest jednego członka, który

zakończył się pozostawieniem systemu uchwalonego ale w formie podanej w

poprzednim artykule, wcale nie łatwiejszej, jednak istotnie trochę

możliwszej i zostawiającej mniej pola dowolności.

Argumenty zwolenników uchwały były dwa: 1) że ludzie nie potrafią się

nauczyć, które spółgłoski są zwarte, 2) że niema potrzeby zarzucać

»starego« systemu, obowiązującego lat tyle. Nas one najzupełniej nie

przekonały z następujących powodów: 1) Prosimy porównać, co jest

trudniejsze: wyuczenie się szeregów _p b_, _t d_, _k g_ i _c dz_, _ć dź_,

_cz__ dż_, czy tez tabelki, podanej wyżej na str. 80—1. Nasz system miał

też tę zaletę, że łączył dzielenie z niezbędną w gramatyce szkolnej

(jeżeli się jej ma wogóle uczyć) a bardzo łatwą do nabycia znajomością

sposobu i miejsca tworzenia w jamie ustnej spółgłosek. Obok rozróżniania

_die(ce)·_ od _·zja_ i rozróżniania w l. mn. końcówek _-ymi_, _-emi_ nie

według rodzajów l. p., ale według rodzajów męskoosobowego i

niemęskoosobowego uważaliśmy ten punkt za istotny naukowo-praktyczny

postęp nowej ortografji. 2) Zasada dzielenia według tego, czy od jakiejś

grupy spółgłosek może się zaczynać wyraz, jest ze stanowiska Akademji też

zupełnie nową, bo w jej »Uchwałach z 31 października 189l« na str. 21—3,

gdzie mowa o rozdzielaniu, o systemie takim niema ani słowa!

Pozostajemy więc przy twierdzeniu, że z dwu proponowanych nowych systemów

przyjęto i trudniejszy i niedający się ściśle przeprowadzić. Przyczyną

tego nieszczęśliwego wyboru był w znacznej mierze brak podstawowego

wykształcenia językowego u ogółu filologów, historyków literatury i sztuki

i t. p., a co za tem idzie, także pewna do językoznawców nieufność. Nie

łudzimy się, by to prędko ustało, ale dążenie do tego jest jednym z celów

wydawania przez nas »Języka polskiego«.

Chociaż jednak uważamy uchwaloną zasadę naukowo za gorszą i trudniejszą,

to jednak bynajmniej nie mamy zamiaru... warcholić. Uważamy, że liberum

veto a nawet votum separatum zachować należy tylko dla spraw naprawdę

bardzo zasadniczych, w ortografji zaś stroną zasadniczą napewno nie jest

ani jej naukowość, ani nawet łatwość, ale przedewszystkiem jej

powszechność, a co za tem idzie, ogólnonarodowa jednolitość. Nie wierzymy

zaś, by ten cel dał się przeprowadzić inną drogą, niż ta, która

doprowadziła do uchwał, ogłoszonych przez Akademję.

_Kazimierz Nitsch, Jan Rozwadowski._

Język Polski, 1920, nr 3 (maj/czerwiec) · 第 8 / 20 题